Ustka, Słupsk i Baraki – kontuzje, arbajt i wakacje po swojemu

Ustka, Słupsk i Baraki – kontuzje, arbajt i wakacje po swojemu

utworzone przez | cze 12, 2026 | Blog | 0 komentarzy

Yo na PTG ślisko, kolano się wygina, hajs od Dzikiego spływa… czekam na rezonans… jechać do Ustki na robotę?!

Da Volvoka zapakowani: konferansjer, sędzia i dyrektor artystyczny. Jeden bez kolan, jeden bez kostki, trzeci bez deski. Mamy arbajt do zrobienia i perspektywę małych wakacji raczej bez deskorolki, za to z gangreną w postaci opryszczki.

Na barakach nie ma prądu, ale będzie. Tour po skateparkach bez jazdy, wietnamski banan w cieście i chińczyk. V Sporty riprizent, pierwszy spacer z Joką i pierwsza przekompka, peace Yo!

Marko zaprasza na nockę, bo w nocy jakieś burze i deszcze, więc bez ziperki i nocki w hamaku, ale za to kebab u friendsa.

Już wiemy wszystko o AI, home office i malowaniu starych kaloryferów. Dzięki Marko za gościnę i ręcznik (to było cute)!

W deszczu ciśniemy do Ustki, zdobywać kolejne plaże i uczyć się wakacjować.

Przechodzimy nad rzeką, kąpiemy się w oceanie, gramy w OG bule kamieniami. Coś przegrałem, coś wygrałem…

Popsikany murek i lecimy dalej, zagrać w „Jaka to melodia?” i skrzyżować strumień przy wyśmienitym zachodzie słońca.

Czaicie, że Cebi nie widział nigdy Chupa Chupsa, który jest fletem i gra piosenki? Jeśli ty znasz to od dziecka, napisz w komentarzu jaką melodię zagrałbyś w konkursie. Daj suba i dzwoneczek.

Grill w deszczu, oszczędnościowe zakupy w Lidlu, bo Cebi zna się na apce i promocjach jak nikt inny.

Łaziol dobija do nas wieczorem i przeżywamy kolejną noc, by rano zrobić arbajt na zawodach. Banany z czekoladą na grillu nawet rano wjeżdżają, o czym przekonuje się dyrektor artystyczny.

Wiesz jak zawody – zawody. Fajnie, fajnie. Triczki, śmichy-hihy. Fajnie jak są lokalni gracze na parku.

Opryszczka na szczęście schodzi, bo Cebi miał tabletki, a Karlitos kupił plastry na ryj. Triki, triki, triki, ale nie o triki chodzi.

Gastronomia okazała się znów wyśmienita. Warto było przetrzymać i zjeść na końcu, dostając full gratisów i poznając mordeczkę z tatuażem hulajki na dłoni.

Bezczelny styl obgryzania skóry z kiełbasy i pretensjonalny styl to coś, co skradło nam serce. Łaziol czerwony ze śmiechu musiał odejść od stołu, gdy mordzia (chyba trochę specyficzny na umyśle) wjechał po raz trzeci po gratisy żywieniowe, pokazując swoje prawdziwe oblicze.

Mimo wszystko polubiliśmy go szczerze i będę go trzymał długo w pamięci.

Wielka Piona dla Magdy, która po raz szósty spina zawody w Słupsku, wciąż wierząc, że w Ustce zbudują skatepark dla jej dwóch małych córeczek.

Szkoda, że córeczki już wyfrunęły z gniazda i nie są takie małe, ale może dzięki temu Nelly nagrała part na streecie, a chłopaki z PTG wciąż mają problem z wyfrunięciem na spoty. 🪺

Po zawodach ciśniemy na Karwię. Baraki wzywają…

Jesteśmy w raju. Dzięki Łukasz! Sorry za klucze, kurde…

Surfować na dużych falach każdy głupi potrafi. Cebi natomiast udowodnił, że prawdziwy surfing nie zna granic.

Bez fal, bez pianki, ale za to z pięknym zachodem słońca.

Chwilę później rozpalamy ognisko. Mimo głosów „nie uda się”, jak zwykle się udaje. Kolejny ciepły posiłek na żywym ogniu, a nie jakiejś indukcji.

21-letnie Amaretto Venice za Babcię Renię. RIP. 🪦

Pierwsza nocka w baraku to jest to. Szakszuka po indyjsku, kawka z kawiarki i wyjście na plażę. Czy może być lepiej?

Pograne na ukulele, zjedzona picka i gofer. Automaty z kulkami jak zwykle nakreśliły przyszłość.

Później już tylko chill i deszcz, który skejcikowi zawsze przynosi trochę oddechu i wygasza wieczne, nienasycone FOMO.

Trochę prac remontowo-budowlanych na barakach i partyjka w wymiarowe bule z Łukaszem.

Życie na baraku płynie swoim czasem.

Muszę przyznać, że camping pod brzozą to mój ulubiony resort na całym świecie.

Mam nadzieję, że zgubione klucze do przybytku nie skreślą mnie u „Babki”, Joki i Łukasza.

Kurde, Volvok znów dał radę, a na powrocie kapryśny gaz załączał się jak nowo narodzony.

Jest już lista naprawcza, może coś kiedyś uda się naprawić. Na pewno trzeba zalepić dziurę koło skrzyni biegów.

W Katowicach okazało się, że klucze od trailer’s parku właśnie tam zawędrowały. Jest już rano, wstaję i mam nadzieję, że wyciągnę je magnesem.

Do następnego. CZEŚĆ! 👋

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu