Rzeźba z gówna – nagramy coś? Nie wierzę

Rzeźba z gówna – nagramy coś? Nie wierzę

Na wstępie: dzięki, że tu jesteś. To będzie historia o projekcie, w którym połączyłem deskorolkę z ukulele — i zrobiłem to z bardzo konkretnego powodu. Chciałem nagrać coś własnego, osobistego i domknąć pomysł, który chodził za mną od dawna.

Nie chcę nazywać tego pro partem, bo nie jestem pro. Dla mnie to przede wszystkim połączenie deskorolki i muzyki, a właściwie ukulele.

Skąd wziął się pomysł

Wszystko zaczęło się od mojego ulubionego coveru „Ebe Ebe” Rogala DDL — „Kurzałapa — Rogal DDL ‘Ebe Ebe’ UKULELE SKURWYSYNY” autorstwa Jakuba Niemczykowskiego. Od dawna chciałem zagrać ten kawałek na ukulele, ale brakowało mi bodźca. Myślałem, że zabraknie mi cierpliwości do nauki.

Na szczęście pojawił się konkretny cel. Wkręciłem się w to tak mocno, że już dziesięć dni po kupieniu ukulele potrafiłem zagrać i zaśpiewać ten utwór tak, jak marzyłem od lat.

Pierwszy raz usłyszałem wersję „Ebe Ebe” na ukulele 30 marca 2018 roku i od razu się zakochałem. Skąd znam dokładną datę? Tego samego dnia udostępniłem ten hit na Facebooku i do dziś wisi na moim profilu. Hehe.

Za wyborem tej piosenki stoją też inne powody. Zawsze chciałem ją zagrać i zaśpiewać, bo wersja, którą uwielbiam, nie została dokończona. Brakowało mi tej nieodśpiewanej części — znam cały tekst i lubię, kiedy utwór wybrzmiewa w całości.

Szukając akordów w komentarzach, trafiłem na niepokojące informacje sugerujące, że autor oryginalnej wersji na ukulele, Jakub Niemczykowski, nie żyje. To jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę w pewnym sensie dokończyć to dzieło.

Sam tekst piosenki niesie dobry przekaz. Kiedy nauczyłem się go za dzieciaka na pamięć, nie kierowałem się jednak treścią — po prostu podobało mi się, jak ten kawałek brzmi i jakie wywołuje emocje. Dziś utożsamiam się z tym, co śpiewam. Piosenka porusza problemy ulicy, którymi mniej lub bardziej każdy zostaje dotknięty. No i nie muszę chyba nikomu przypominać, że mefedron to po prostu syf.

W maju 2025 zdecydowałem, że nagram swoje triki pod „Ebe Ebe” grane przeze mnie na ukulele. Od tego momentu tym właśnie celem żyłem przez cały rok.

Rok nagrywek

Kiedy pomysł był już jasny, zaczęliśmy z Golanem zbierać materiał. Robiliśmy to od marca 2025 do czerwca 2026, więc całość zajęła ponad rok. Nie zawsze było łatwo znaleźć moment, w którym zarówno ja, jak i Golan mogliśmy nagrywać.

Ja często nie mogłem wychodzić, bo zwykle pracowałem. Golan w 2025 roku regularnie jeździł nad Bałtyk surfować, we wrześniu i październiku budował bowla na SIP-ie, a zimą 2025/2026 wyjechał do Indii na trzy miesiące. Do tego dochodziła pogoda, która często krzyżowała nam plany, szczególnie w kwietniu 2026, po powrocie Golana z Indii. No i Golan robi też wiele innych rzeczy poza nagrywaniem mnie — ja właściwie robiłem tylko to i oddałem się temu projektowi w stu procentach, także no…

Nagrywaliśmy głównie lokalnie, w Katowicach. Byliśmy też na majówce w Krakowie, Kielcach i przejazdem w Kłobucku. W każdym z tych miejsc udało się nagrać numery — mniej lub bardziej fajne.

Byliśmy również w Lublinie, gdzie nagraliśmy kilka sztuczek, z których jedna trafiła do projektu. Raz pojechaliśmy też do Jaworzna. Tam zrobiłem shove-it tailslide noseslide, który był ostatnim numerem nagranym do tego projektu.

Niestety nie wyszło tak, jak chciałem. Slide był krótki, a kiedy próbowałem zrobić go lepiej, skręciłem kostkę. Tak zakończyły się nagrywki trików do tego projektu.

Triki, próby i strefa komfortu

Sam proces nagrywania był jednak tylko jedną częścią tej historii. Drugą były triki, próby i wszystko to, co dzieje się między pierwszym podejściem a momentem, kiedy trik w końcu siada.

Zdecydowana większość trików, które nagrałem, była dla mnie na tyle trudna, że śmiało mogę powiedzieć: kosztowały mnie setki prób i masę nerwów.

Niektóre triki, mimo że były trudne, poprawiałem nawet kilkukrotnie. Chciałem, żeby każdy był wykonany jak najlepiej, a nie tylko odhaczony. Jeśli już robię mało widowiskowe triki, to zależy mi, żeby jakość wykonania chociaż trochę nadrabiała brak wysokości czy spektakularności.

Nie będę ukrywał — bardzo się wkurzam, kiedy trik nie siada. Zawsze zaczynam z nastawieniem, że wyjdzie od razu, a rzeczywistość szybko mnie weryfikuje. Kiedy męczę sztuczkę, chcę tylko jednego — żeby w końcu wyszła. Bywam wtedy skrajnie nieprzyjemny dla otoczenia. Tutaj chcę podziękować Golanowi za to, że wytrzymuje ze mną w takich chwilach. Widzę u siebie poprawę, ale wiem, że nadal muszę nad tym pracować.

Jak widać, nie jeździłem po dużych przeszkodach. Raczej wybierałem małe spoty, ale starałem się wykorzystywać je możliwie kreatywnie. Taki typ skateboardingu bywa trudny do docenienia, bo odbiorca nie czuje dreszczu emocji przy kombie na manualu, a nagranie zwykle nie oddaje ani trudności miejscówki, ani ilości pracy włożonej w dany trik.

Szczerze mówiąc, trochę jestem z siebie niezadowolony, że nie zaliczyłem do tego projektu żadnego odważnego spota. Chyba przez ostatnie lata zapomniałem, jak wychodzi się ze strefy komfortu. Kilka lat temu pewnie zrobiłbym jakiegoś fajnego flipa z dużych schodów.

Ale jesteśmy tu i teraz. Robiłem to, co czułem, a nie to, czego potencjalnie oczekiwałby odbiorca. Także oglądacie krawężniki, a nie bangery. 🙂

Przyznam, że nie czuję się już tak odważny jak kiedyś. Może to przez kolejne lata i nieustannie postępującą degradację organizmu, może przez zmiany w życiu i rozstanie się z rzeczami, które kiedyś wywoływały skrajne emocje, a może przez strach przed utratą codzienności.

Widzę tu pewną zależność. Coraz częściej myślę, że spokojniejsze życie i spokojniejszy sposób myślenia przekładają się na spokojniejszy skateboarding. Z kolei więcej życiowego szaleństwa napędza bardziej szaloną jazdę. Wszystko ma wpływ na wszystko, nie chce być inaczej. Wiem tylko, że nie jestem taki sam. Wszystko płynie.

Moje triki nie są szczytem moich marzeń. Z niektórych jestem trochę dumny, z innych średnio. Jestem przeciętnym, niezbyt odważnym skejtem i nie oczekujcie ode mnie fajerwerków. Nigdy ich specjalnie nie było, choć kiedyś może trochę bardziej.

Czasem myślę, że szkoda, iż nie zabrałem się za ten projekt kilka lat wcześniej. Triki byłyby pewnie odważniejsze, ale mimo wszystko lepiej późno niż wcale.

Premiera

Kiedy materiał był już gotowy, przyszedł czas na decyzję, co z nim zrobić. Szczerze? Początkowo chciałem nagrać ten przejazd wyłącznie dla siebie. Chciałem, żeby została po mnie pamiątka, że kiedyś jako tako jeździłem i że byłem też na stricie. Wszystko miało być podpisane nie moim nazwiskiem, tylko pseudonimem. Chciałem zostać w podziemiu.

Pomyślałem jednak, że fajnie byłoby zrobić premierę w Dzień Deski. Niech będzie to dodatkowa atrakcja dla skejcików w tym wyjątkowym dniu.

Golan przez tydzień przed Dniem Deski zajmował się właściwie tylko montażem tej „Rzeźby z gówna”, ze mną w roli głównej. Jestem mu niesamowicie wdzięczny za to poświęcenie. To właśnie jemu należą się największe wyrazy uznania — za nagrywanie mnie, poświęcone godziny i zmontowanie tego materiału.

Dzień premiery był naprawdę super. Pojeździłem, wygrałem wymarzony wisior od Spirit Workshop — dzięki! Marzę, że za rok do kompletu wygram pierścień. Hehe.

Później był świetny czas na PTG, a sama premiera została bardzo pozytywnie odebrana przez widownię. To BARDZO mnie ucieszyło.

Zagrałem też „Ebe Ebe” na żywo. Żałuję trochę, że nie zagrałem jeszcze innych kawałków, ale może dobrze się stało — być może wykorzystam je w innym projekcie.

Po moim koncercie dostałem promodel deski. Kompletnie się tego nie spodziewałem i nadal jestem w szoku.

Szczerze mówiąc, wiem i czuję, że nie zasługuję na miano „pro”, bo w Polsce są osoby znacznie lepsze i bardziej zasłużone, które nie mają promodelu. Ale to nie ja o tym decydowałem. Golan ma swoją firmę i może zrobić pro, kogo chce. Nie jesteśmy tutaj po to, żeby z tym dyskutować.

Dzień po premierze nie wyszedłem z domu. Czułem coś w rodzaju wstydu związanego z tym, że jestem „pro”. XD Bałem się też, że przez to może nie spełnić się jedno z moich marzeń, które siedzi we mnie od piętnastu lat. Ciągle się z nim mijam, mimo że wydaje się tak blisko.

Życie jednak pisze własne scenariusze.

Jestem pro w Korpow, na niezniszczalnej desce, która podbija cały świat i inne galaktyki. Doceniam to, bo są ludzie, którzy uznali, że na to zasłużyłem. Dziękuję.

Teraz szukam odpowiedzi na pytanie: co dalej, skoro projekt został zamknięty?

Mam pewne pomysły, ale czy będzie możliwość ich realizacji, pokaże los, czas, zdrowie, forma, koledzy i wszystkie inne czynniki, z których każdy wpływa na nadchodzące jutro.

Jeśli dotarłeś do końca, to brawo. Weź deskę, idź pojeździć, spróbuj nowego triku, wyjdź na strit. Postaraj się zrobić coś więcej niż zwykle. Nie dużo więcej. Po prostu trochę więcej.

Angel McRoyal Jackson PROSKATER

 
 
 

Link YT JESZCZE PRYWATNY 

0
    0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu